Starsi mieszkańcy miasta i gminy Zwierzyniec będą nadal mogli korzystać z tzw. opasek bezpieczeństwa, które wykrywają ewentualne zagrożenia ich zdrowia czy życia i przekazują informacje do odpowiednich służb albo członków rodziny. Podczas sesji, która odbyła się w czwartek 29 lutego, rada miejska przyjęła uchwałę, która otwiera drogę miejscowemu ośrodkowi pomocy społecznej do pozyskania na ten cel dofinansowania z budżetu państwa.
Dzięki decyzji radnych placówka będzie się mogła starać o środki z Programu Osłonowego "Korpus Wsparcia Seniorów". - Z dofinansowania korzystaliśmy już w ubiegłym roku, a pieniądze wykorzystaliśmy na zakup opasek i opłacenie abonamentu. W nowej edycji chcemy pozyskać środki na zakup kolejnych opasek i abonament na 2024 rok - tłumaczy kierownik Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Zwierzyńcu Elżbieta Wawrzkowicz.
Opaski mierzą tętno i ciśnienie, mają czujniki upadku i możliwość "zgłoszenia S.O.S." za pomocą jednego przycisku oraz zakodowania pięciu numerów do bliskich, znajomych czy sąsiadów, które również można wybrać jednym klawiszem. Dane z opaski są przekazywane do całodobowego centrum obsługi firmy, która je dostarcza. Odbierający informacje może oddzwonić do właściciela opaski, by sprawdzić czy dzieje się coś złego, a jeśli to nie będzie możliwe, skontaktuje się z odpowiednimi służbami albo osobami bliskimi. - W ubiegłym roku na szczęście było tylko kilka wezwań, które zakończyły się interwencją kogoś z rodziny zgłaszającej osoby - dodaje Elżbieta Wawrzkowicz.
Opaski mierzą tętno i ciśnienie, mają czujniki upadku i możliwość "zgłoszenia S.O.S." za pomocą jednego przycisku oraz zakodowania pięciu numerów do bliskich, znajomych czy sąsiadów, które również można wybrać jednym klawiszem. Dane z opaski są przekazywane do całodobowego centrum obsługi firmy, która je dostarcza. Odbierający informacje może oddzwonić do właściciela opaski, by sprawdzić czy dzieje się coś złego, a jeśli to nie będzie możliwe, skontaktuje się z odpowiednimi służbami albo osobami bliskimi. - W ubiegłym roku na szczęście było tylko kilka wezwań, które zakończyły się interwencją kogoś z rodziny zgłaszającej osoby - dodaje Elżbieta Wawrzkowicz.